Dlaczego korzystam z superwizji – osobista perspektywa

Nie chcę przekonywać nikogo do korzystania z superwizji. Chcę podzielić się tym, co mi daje bycie w procesie superwizyjnym.

Na co dzień pracuję z ludźmi – prowadzę szkolenia dla grup, wspieram zespoły w rozwiązywaniu konfliktów, pracuję z parami, głównie w nurcie mediacji NVC. Jako assessorka spotykam się również w pracy 1:1, prowadząc mentoring i sesje indywidualne. Każda z tych ról to kontakt z drugim człowiekiem – i jednocześnie z samą sobą: z moimi doświadczeniami, wiedzą, emocjami, ale też z impasami i ślepymi punktami.

Superwizja jest dla mnie przestrzenią, w której mogę się temu wszystkiemu bezpiecznie przyjrzeć.

Kiedy utknę

W pracy mediatora zdarza się moment, w którym pojawia się myśl: „krążymy w kółko”, „już tu byliśmy”, „nic się nie zmienia”. Podobnie podczas szkoleń – w niektórych grupach powracają te same pytania, mimo że odpowiedzi już się pojawiły.

Jeśli nie potrafię sama znaleźć wyjścia z takiego zapętlenia, bardzo często jest to sygnał, że temat nadaje się na superwizję. Wsparcie i przestrzeń, które wtedy otrzymuję, pomagają mi zobaczyć nowe możliwości działania – takie, które są adekwatne do ludzi i sytuacji, z którymi pracuję.

Kiedy wątpię, czy naprawdę wspieram

Bywają momenty zwątpienia: myśli o tym, że nie jestem wystarczająca, że proces, który proponuję, nie działa, że ktoś inny zrobiłby to lepiej. Superwizja pozwala mi wtedy wrócić do konkretów: do obserwacji, faktów, tego, co zostało powiedziane i co się wydarzyło.

Dzięki obecności drugiej osoby mogę precyzyjnie nazwać to, co jest dla mnie ważne, i zobaczyć sytuację z innej perspektywy. Będąc zanurzona w procesie, widzę głównie swoją część. Superwizja pomaga mi poszerzyć obraz i dopiero z tego miejsca podejmować decyzje o kolejnych krokach.

Kiedy wszystko idzie dobrze

Z superwizji korzystam również wtedy, gdy mam poczucie, że wszystko przebiega dobrze. Z perspektywy czasu widzę, jak wiele mi to daje. To właśnie wtedy łatwiej zauważyć nawykowe sposoby działania i subtelne ślepe punkty, które w trudniejszych momentach są mniej dostępne.

Mam wrażenie, że superwizja w okresach „bez kryzysu” bywa szczególnie rozwojowa – to czas większej otwartości na uczenie się i patrzenie na swoją pracę z różnych perspektyw.

A może interwizja?

Korzystam również z interwizji. Praca w zespole z osobami, które wykonują podobne zadania i mierzą się z podobnymi wyzwaniami, daje poczucie współdzielenia rzeczywistości. To nie tylko wsparcie i nauka, ale też budowanie relacji i zespołu.

Jednocześnie nie rezygnuję z superwizji „z zewnątrz”. Pracując głównie w nurcie NVC, widzę ogromną wartość w spotkaniu z kimś, kto pracuje w innym podejściu. Taka perspektywa często otwiera obszary, których nie dostrzegam ani ja sama, ani osoby z mojego zespołu.

Superwizja 1:1 czy w grupie?

Najczęściej korzystam z superwizji indywidualnej i mam regularnie umówione jedną lub dwie osoby do superwizowania mojej pracy. Zdarza się jednak, że kalendarze nie chcą ze sobą współpracować – wtedy sięgam po superwizję grupową.

Praca w grupie ma swoje plusy i minusy, ale z pewnością jest dla mnie odświeżająca i wnosi wiele cennych wglądów. Różnorodność doświadczeń i perspektyw często uruchamia nowe myślenie o własnej pracy.

Pytania do refleksji

Jeśli pracujesz z ludźmi – edukacyjnie, pomocowo, rozwojowo lub terapeutycznie – być może zatrzymasz się przy tych pytaniach:

  • Kiedy ostatnio miałam/miałem przestrzeń, by bezpiecznie przyjrzeć się swoim ślepym punktom?
  • Z jakiego rodzaju wsparcia korzystam dziś najczęściej: indywidualnego, zespołowego, zewnętrznego?
  • Co daje mi superwizja, a co mogłaby mi dać, gdybym się na nią zdecydowała/zdecydował?
  • Jak zmienia się jakość mojej pracy, gdy mam możliwość spojrzenia na nią z szerszej perspektywy?
  • Co mogłoby się wydarzyć, gdybym potraktowała/potraktował superwizję nie jako „rozwiązanie problemu”, lecz jako element regularnej troski o siebie i swoją pracę?